• Wpisów:265
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:36 dni temu
  • Licznik odwiedzin:29 745 / 2475 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jestem już w domku od 3 dni Po wymianie całego osprzętu i wyleczeniu zapalenia czuję się jak w niebie!
Oczywiście, że wciąż boli. Ale kto powiedział, że przez życie przejdzie się bezboleśnie. Teraz zaciskam zęby i funkcjonuję, jest dobrze!

Jakie to dziwne... Człowiek jest zdrowy to mu się nie chce. Nie chce mu się biagać, nie chce mu się ćwiczyć, nie dba o swoje zdrowie. A człowiek, który nie może zrobi wszystko by móc.
Ja poczułam tą najwiekszą niezniszczalną motywację dopiero teraz. Nigdy nie wiadomo ile czasu jeszcze mam przed sobą i nie wolno mi go zmarnować.

W ostatnim miesiącu schudłam z 10 kilo, to akurat z bólu. W pierwszej kolejności te wszystkie ćwiczenia do których mam tak ogromną motywację mają mi pomóc wrócić do zdrowia. Chce być w kondycji, kiedy wszystko się poleszy. Chce jak najszybciej wrócić do normalnego życia, chce moc podjąć pracę, chodzić na basen, cieszyć się życiem, podróżować. W drugiej kolejności fajnie by było moc ładnie się ubrać i dobrze czuć się z własnym ciałem, kiedy będę się już cieszyć tym moim nowym życiem
 

 
Już po operacji, była wczoraj.
Jedyne co pamiętam z chwil zaraz po, to ten niewyobrażalny ból. Nie udało mi się jeszcze ocknąć, a ból już buszował w udzie. Nie pamiętam dokładnie jak to było, ale zaczęłam płakać z bólu. Pytali się czy aż tak mocno mnie boli... Trochę, że to niemożliwe, że aż tak mocno. Ja się nie odzywałam, bo wiedziałam, że jeżeli powiem im co mnie boli, to mi nie uwierzą. Przerabiałam już to. Dali paracetamol, pyralginę, ketonal, tramal... Nic. Jęcze, że zaraz rozerwie mi nogę. Ciśnienie już od pierwszych chwil, które pamiętam, niebotycznie wysokie jak w ostatnim czasie... Nigdy wcześniej tego nie było. Chcą mi dać morfinę. Bronię się, że nie chcę, że morfina nie pomoże. Pytają się w skali od 0 do 10 jak mocno mnie boli. Jęcze, że 10 to nie, bo 10 już kiedyś przeżyłam. Mówię ledwo kontaktująca i zapłakana że 9. Dają morfinę. Czekają... Nic. Zwijam się z bólu. Dają znowu kolejną porcję, choć pielęgniarki nie były pewne, bo już dostałam tyle różnych środków... Ciśnienie szaleje. Dzień przed operacją również wybuchło 180/120. Nitrogliceryna. Tlen. Lekarze. W końcu przestali mi wmawiać, że to stres. Uff, chociaż tyle. Mija około godziny od podania morfiny. Wciąż czuję ten rozrywający ból. Wciąż ryczę, ale zmęczona dużo spokojniej. Wcześniej też ryczalam "dyskretnie", tak mi się wydawało. Przy takim bólu ciężko zapanować nad reakcjami organizmu... Dzwonią po anastezjologa. On przychodzi, pyta się... Wciąż 9. Zastanawia się co mi może pomóc. Ja mówię, że nic nie chcę. Ze nie chce nic brać, żadnej morfiny i innych rzeczy, bo one i tak nie są w stanie mi pomóc. Ciśnienie wysokie. Saturacja czaly czas spada mimo tlenu. Przypominają mi co chwila o oddychaniu. On się dziwi, że po tej operacji boli mnie to aż tak. Ja mówię, że morfina mi pomogła na te operowane miejsca, ale nie to mnie boli... Nie to mnie tak rozsadza. Mało brakowało, a błagałabym, żeby mi ucięli nogę. Mówię, że UDO. Że po poprzedniej operacji też bolało, ale NIGDY AZ TAK SILNIE JAK TERAZ i że już wtedy morfina mi nie pomogła... Że lekarz wie o moim udzie. Ale na tym to się kończy. Lekarz wie, ale raczej mi nie wierzy. Właściwie na pewno mi nie wierzy. Da się to poznać, choćby po mimice. Półprzytomna, zaryczna, jakoś się z nimi kontaktuję. Słyszę jeszcze, jak anestezjolog mówi, że podłączą mi fentanyl na kilkanaście godzin. Ból zelżał. Po paru godzinach, ale zelżał. Zdziwili się, że trwało to tak długo... Ale ważne, że pomógl na tyle, że byłam w stanie wytrzymać bez płaczu i z przytomnym umysłem. Uwierzyli, że nie udawałam. Że tak mocno bolało. Wraz z osłabieniem się bólu, ciśnienie zaczęło wracać do normy. Saturacja powoli też zaczęła się normować. Ból nie minął, ale pomogło. I jakoś lepiej mi. Psychicznie. Może uważają mnie tu za hipochondryczkę czy inną taką. Ale ktoś UWIERZYŁ. W końcu ktoś UWIERZYŁ. Nic nie może mi pomóc, ale UWIERZYŁ. To mi wystarczyło. Najgorsze, kiedy człowiek nie może znaleźć zrozumienia. Nigdy jeszcze nie czułam się tak samotna, jak czuję się teraz. Najbardziej samotny człowiek jest w swoim własnym bólu.
Krwotoki z nosa dziś mnie dopadły, choć nie mam pojęcia ile lat wcześniej to mi się zdarzyło. Krwotoku akurat nie da się udawać... Mam wrażenie, ze i to wmówili by w stres, albo niewiadomo co innego. Ja już nawet nie potrzebuję diagnozy, nie chcę tego od nich. Wystarczyło by mi gdyby po prostu, po ludzku, uwierzyli że boli. Tylko tyle.
Pierwszy raz w życiu rozmawiałam z psychologiem... Zwykła rozmowa, jak z dobrym znajomym. Nie radziła, nie tłumaczyła, po prostu powiedziała, że wierzy. Pozartowalysmy, posmialysmy się. Trochę z nadmiaru emocji się popłakałam. Ale pomogła mi taka rozmowa... Bo nie mam z kim o tym porozmawiać. Rodzicom nie mogę powiedzieć tego, co bym chciała, bo nie chcę ich martwić. Rodzeństwo samo nie chce słuchać, bo za bardzo im się robi "słabo", kiedy coś na ten temat słyszą... A znajomi... Znajomi nic nie wiedzą. Zresztą nigdy bym nie zaufała aż tak żadnej osobie, którą znam, aby móc jej opowiedzieć wszystko. Jak to się mówi 80% osób ma w dupie twoje problemy, a pozostałe 20% cieszy się, że je masz. I sądzę że to się zgadza.
 

 
Kuźwa, już jest niemal grudzień, a znajomi, którzy jeszcze niedawno byli jednymi z najbliższych dopiero teraz piszą i pytają się, co mi się stało.
Po 10 tygodniach. Świetnie.
 

 
Chyba się okazało, że zrobiło mi się uczulenie na nikiel. Zbyt długa ekspozycja na alergen i, o. W poniedziałek dowiemy się czy to na pewno. W sumie było by bardzo spoko, nie chce mi się szukać dlaczego ta noga wygląda tak źle.

Jeśli to uczulenie na nikiel czeka mnie znowu operacja, bo lekarz musi mi wyjąć z nogi cały ten złom. Czyli jedną śrubę i 8 drutów. No i na ich miejsce włożyć z powrotem to samo tylko tytanowe. Znowu będzie bolało jak cholera, ale wytrzymam, no kto jak nie ja!

No i oby to było właśnie to. Lepiej mieć diagnozę niż cierpieć nie wiadomo na co. Żeby się jeszcze nie okazało, że to alergia na tlen, hahaha
 

 
Kurwa i dziękuję.
 

 
Lekarz próbuje straszyć, że zrosnę się za kuupe czasu. Mówi że z półtora roku albo i dużo dłużej, jeżeli nie będę normalnie chodzić na nodze. Każe "nauczyć mnie chodzić" na cito, a na pytania rehabilitantek dlaczego nie chodzę, odpowiada "pacjent TWIERDZI, że boli", w rozumieniu = symuluje.
  • awatar preen: Lekarz raczej ma racje, nie straszy tylko informuje. I nie mówi tego w znaczeniu, ze symulujemy, ale ból przy chodzeniu to żadne przeciwwskazanie. Ja po cesarskim cięciu nie mogłam ruszyć noga, nawet kichnąc, a co dopiero chodzić, ale musiałam, bo inaczej by były komplikacje. Wiec słuchaj lekarza i zacznij chodzić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bólowo jest w porządku, bo podudzie nie boli. Coraz bardziej i bardziej nasila się reakcja uczuleniowa, nie mieli pojęcia od czego to się dzieje. Najpierw mówili, że to od octaniseptu, po kilku dniach twierdzą, że to coś innego. To coś objęło mi już pół pdudzia, najgorzej wyglądają te czerwone wypukłe pręgi. Konsultacja dermatologiczna umówiona.
 

 
O 23 dostałam poltram, ale wgl zastanawiali się czy mi go dać, bo że za silny to lek jest... Do 24tej czekałam aż zacznie działać i lipa. Troszkę pomogło, ale nie wiele. Padłam o północy już ze zmęczenia, o despałam 1,5h i obudziłam się z bólu. Chciało mi rozerwać nogę. Na oddziale cisza, pielęgniarki też poszły drzemnac, bo środek nocy. Ten lek miał mi niby działać przez całą noc a tu gucio, jedną wielką porażka. Właśnie dochodzi 2 w nocy, a ja użyłam sobie swoimi własnymi lekami przeciwbólowymi. Trochę nwm czy tak można skoro jestem w szpitalu i za leki odpowiedzialny jest oddział. Jutro im dam znać co brałam, ale inaczej to by mnie wykończyło jak nic
 

 
Hahaha, jak to szpital dobrze wpływa na psychikę...
Po 1. Wiesz, że nie jesteś w podobnej sytuacji sama
(niech inni też cierpią!!! > > szatanista! Tak na serio, mogli by nie cierpieć, ale cóż, takie jest zycie )
Po 2. Możesz porozmawiać z innymi o swoich obawach i odkryć, że nawet jak jest źle to jest dobrze
Po 3. Boli nie tylko ciebie, łatwiej znieść ból w kupie
Po 4. Masz z kim gadać, nawet kiedy nie chce ci się gadać
Po 5. Nie jesteś tu kaleką, chociaż chwilowo nią jesteś
Po 6. Ręka jest trzymana na pulsie. Raz, dwa, trzy, lekarz patrzy!
 

 
No ja no. Wysłałam snapa ze szpitala przez przypadek do 2 byłych przyjaciółek. Nie chciałam, żeby wiedziały, że coś się ze mną dzieje ode mnie. Teraz się dopytują co się dzieje, ale gdzie były przez ten cały czas.
 

 
No i super, kilka dni na oddziale. Mam nadzieję, że pomoże. Tylko prawie nic nie mam! Jak dobrze, że kryzysowy plecaczek zawsze jeździ ze mną.
 

 
Miało być lepiej, a z każdym tygodniem jest coraz gorzej. Coraz bardziej się martwię. Rano pakuję się w auto i ruszam do stolicy do szpitala.
 

 
Nie jest kolorowo. Chcę tylko zgnić w łóżku. Leżeć i gnić.
 

 
Rzygam bólem. Przestaje chodzić od dziś. Mam to w dupie.
 

 
Cieszę sie, bo jest jakoś normalnie. Rany przestały tak nieziemsko boleć, stopa zaczęła z powrotem działać. Boję się tylko o udo. W nim nic nie było robione, ale miałam od kilku lat przewlekłe bóle o nieznanej przyczynie. Podudzie już na tyle funkcjonuje, że mogła bym odłożyć kule, jednak kość udowa mi nie pozwala (która ponoć jest zdrowa!). Nigdy nie bolała mnie ta kość podczas obciążania. Po prostu sobie bolała kiedy chciała i ile chciała, ale obciążanie nie miało na to wpływu. Teraz nie jestem wstanie stanąć na nodze. Niewyobrażalnie silny ból całej kości od kolana aż po biodro. Czuję jakby od środka coś chciało ją rozerwać, jakby ktoś wyciorem czyścił mi jamy szpikowe. Nie mogę sypiać, nie mogę jeść. Tramal i kodeina nie pomagają na tą kość ani trochę, a jeśli już to różnica jest niezauważalna. To dziwne, bo na kość piszczelową, która była operowana działa to dobrze. Boję się, że to coś bardzo poważnego, a ta operacja jeszcze wzmogła objawy. Nie chce krakać co to może być, bo jeszcze bym się zaręczyła na śmierć tym. Jadnakże bardzo się boję. Nie wiem nawet gdzie się z tym udać. Nie mam siły czekać kilka miesięcy w kolejkach do lekarza, żeby potem się okazało, że on nic nie wie i jego zdaniem powinnam szukać rozwiązania gdzie indziej, bo z jego perspektywy wszystko jest w porządku. Otóż nie jest. Ale zawsze kończy się tak samo.
Zdarzało się już, że mówili, że "jak boli paluszek, to trzeba przykleić plaster", że udaje albo że tylko mi się to wydaje, że chce zwrócić na siebie uwagę, polecali psychologa czy psychiatrę. Dlatego od dłuższego czasu nie miałam siły tego diagnozować. Kiedy ktoś nie potrafi ci uwierzyć jak bardzo cię boli i nie chce ci pomóc, przychodzi na myśl tylko jedno rozwiązanie... Żyć tak długo jak się uda, a kiedy już dłużej nie będzie się w stanie znieść tego cierpienia skrócić je. Dlatego staram się jak najszybciej realizować wszystko co zaplanowałam. Nigdy nie wiadomo, ile z tych rzeczy zdążę zrobić.
 

 
Mam ochotę na coś strasznego. Ból mnie unicestwia.
 

 
Jest północ. Poszłam spać przed jedenastą.

Budziłam się już kilkakrotnie i przy tym wierciłam za każdym razem przez chwilę. Naprawdę byłam przekonana, że jest co najmniej trzecia godzina... Daj się wyspać w końcu człowiekowi. Ta bezsenność powoli zabija.
 

 
Zastanawiałam się, kiedy moje bóle przerzuciły się na kość udową... Otóż rozwiązałam tą niepokojąca zagadkę przynajmniej częściowo. Mój pierwszy wpis na tym blogu opisuje jak bardzo już wtedy było to dla mnie trudne do zniesienia.

Tracę zmysły. Skoro tak silnie boli kość, to chyba musi być coś poważnego. Leki przynoszą ulgę, gdy nic nie robię. Powracają, gdy chodzę, tak silne, że nie mogę stanąć na nodze. Nie chce brać tych leków skoro nie pomagają. Nie gasi się płonącego domu wiadrem wody.
 

 
No nie! Widzę, że mój przed ostatni wpis wcale się nie dodał, mimo że wyświetlał się przez jakiś czas na moim blogu. Jestem rozczarowana, żenua
  • awatar Gusia: @Angel!ka: pinger potrafi schować wpisy więc zanim sie zdenerwujesz sprawdź archiwum - to tak na przyszłość ;)
  • awatar Angel!ka: @Gusia: Faktycznie, w archiwum ten wpis istnieje :D
  • awatar Gusia: w archiwum go nie masz? może ci sie po prostu nie wyświetla
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z perspektywy czasu mogę obiektywnie spojrzeć, kto jest moim przyjacielem.

Dominik i Sebastian. I otóż, o dziwo, nie ten Sebastian, którego mogła bym się spodziewać. Taka szczera przyjaźń to chyba jest. Tylko jeszcze trzeba popielęgnować te przyjaźnie. Żal by było je kiedyś starcić. Nie ma co szukać wad w przyjaciołach, je trzeba akceptować i cieszyć się ich pozytywnymi stronami. I wspierać, wspierać, wspierać.

A teraz good bye, bo powoli z bólu tracę zrozum. Wegetuję sobie tylko do wtorku, żeby zrobić posiew i skręcić do rodzinnego po przeciwbólowe, bo zaraz się całkowicie skończą moje zapasy

Kotku, dzisiaj też zamierzasz dotrzymać mi towarzystwa w nocy?
 

 
Wieszaki na ubrania zamówione. Trzeba jeszcze będzie wynieść stary mebel do letniaka, a nowe przymocować do ściany. W końcu będę mogła zrobić porządek do końca. Jeszcze muszę zamówić siostrze dwie pościele na urodziny, ale jeszcze mam trochę czasu. Prezent bardzo praktyczny, ale ona pewno się ucieszy, uwielbia Harrego Pottera.
 

 
Z dziennika kodeiniarza

Dzisiaj nie wstaje z łóżka. Ledwo przeżyłam noc. Okolice kostki bolały mnie jakby były silnie poparzone. Przeciwbólowe działały na tyle by nieco podrzemac. Muszę jakoś to zorganizować, zeby brać mniej przeciwbólowych. Nie chciałabym doprowadzić do ich tolerancji przez organizm, no bo co mi wtedy pomoże
 

 
Jezusku kochany, ale mnie noga napieprzala. Nie śpię od 3, ale spoko, standard. Dzisiaj trzeba jechać na zajęcia, studia... Az przez chwilę miałam chęć mieć to w dupie. Trochę mam, zdrowie ważniejsze, ale po co marnować to, co w sumie można zrobić.

Mimo wszystko polepszył mi się humor. Starzy znajomi, reaktywacja?
 

 
Internetowy przyjaciel się do mnie odezwał. Nie rozmawialiśmy prawie rok! Jakoś tak poznaliśmy się na forum. Miło, że wciąż pamięta. Zawsze dobrze się nam rozmawiało.
 

 
Nie jest łatwo. Chce mi się płakać. Dopadła mnie starsza drętwota. Pięć tygodni temu miałam operację i od tamtego czasu nie miałam ani jednego złego dnia pod kątem psychicznym, nawet kiedy mnie strasznie bolało. Wydawać by się mogło, że wtedy ból powinien być najsilniejszy, ale wbrew pozorom na początku było najlepiej. Ból, coraz silniejszy, zaczął pojawiać się z czasem. Wcześniej udawało mi się nie brać opioidów, z małymi wyjątkami, ale teraz jestem zmuszona barć je często, kilka razy dziennie. Tak dużo biorę od niedawna, nie usuwają bólu całkowicie, ale skutecznie ograniczają, pozwalając funkcjonować i rehabilitować się przez te x godzin dziennie. Oprócz pozytywów istnieją też negatywne strony. Najgorsze jest to, że czuję się smutno, choć nie widzę powodu, chce mi się płakać, a nie ma przyczyny, chcę się cieszyć, żartować, a nie potrafię mówić. Nie mam siły z nikim rozmawiać. Frustracja z powodu tego irracjonalnego stanu budzi we mnie poczucie głębokiej beznadziei, zniechęca do wszystkiego. Niemoc do wykrzesania z siebie odrobiny enerii otępia mnie jeszcze bardziej. Nie mogę jeść, wcale mi się nie chce. Zresztą nie mam siły chodzić i szykować przekąsek. Idę jak już muszę. Nie lubię prosić nikogo, choć czasem mi się to zdarza. Okropna bezsilność. I jeszcze ten sen... Mogłabym spać większość doby, ale nie mogę. Wbrew pozorom wciąż mam obowiązki do wypełnienia. Wkurza mnie, kiedy znajomi piszą mi, że na pewno się lenie, bo co ja mogę mieć do roboty. Otóż mam. I to wciąż dużo. I w moim stanie wymaga to zapewne znacznie większych nakładów energii.
  • awatar Gusia: Bo to właśnie po kilku tygodniach przychodzi kryzys. Dobrze że masz obowiązki bo mimo wszystko będzie ci łatwiej przełamać kryzys. A innych miej w dupie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›